Ona:
Przepraszam.
Przepraszam za tchórzostwo.
Nie powinnam była
tak łatwo ulec własnym lękom.
Zapewne wyrządziłam Ci krzywdę. Bo jeśli czułeś,
a może nadal czujesz, to, co jest istotą moich uczuć względem Ciebie, to
musiała zaboleć cię moja reakcja.
Nieprzemyślany do końca krok uczyniony
cokolwiek odruchowo - uruchomiony mechanizm ucieczki przed własną reminiscencją
dawno minionych, choć jak widać niezabliźnionych jeszcze do dzisiaj, przeżyć...
Kiedyś.. decydując się na znajomość z Tobą nie sądziłam, że zaangażuję się w nią tak absolutnie
i bezwarunkowo. Że narodzi się we mnie coś znacznie silniejszego, niż
oczekiwałam po tym związku. Że stanie się to, czego się bałam...
Dałeś mi odczuć tyle ciepła i tyle zrozumienia, ile nie dał mi w
życiu nikt.
Bo nikt, kogo los postawił na mojej drodze, nie umiał mnie pojąć,
nie potrafił mnie zrozumieć. Każdy chciał mnie zmieniać, dostosowywać do
subiektywnie postrzeganej przez siebie utrwalonej formuły zachowań i posunięć.
Ty jeden nie próbowałeś.
Chciałeś mnie taką, jaką jestem, z całą moją
złożonością, nieprzewidywalnością; trudną i krytyczną. Z wszystkimi moimi
wadami.
Ja potrzebowałam i w dalszym ciągu mocno potrzebuję ciepła drugiego
człowieka... Twoich czułych słów..
Przez lata wypalało się ono w moim wnętrzu, bo nikt nie pomagał mi
go w sobie podtrzymywać.
Zdołałeś zapalić ten ogień na nowo.
Tobie wierzę i
Tobie tylko ufam.
Kocham Cię.
Kocham Cię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz